Rejestracja Zarejestruj siê  Logowanie  Zaloguj siê
Recepta na (nie)udany podryw
Już tak się jakoś złożyło, iż w świadomości ludzkiej funkcjonuje przekonanie, że konsumpcja alkoholu idzie w parze z rozbudzoną seksualną chucią. I to niekoniecznie męską. Procenty pozwalają na przełamanie zahamowań, popychają do podjęcia odważniejszych decyzji, a w końcu... pomagają zapomnieć i wyzbyć się wyrzutów sumienia. Jak to mawia pewna moja znajoma, z którą zdarzyło mi się pewnego razu... wypić sporo alkoholu: „Czego nie pamiętam, to się nie zdarzyło!”. Ta dewiza pomaga jej ( z pewnością nie tylko jej ) uporać się z ewentualnym kacem, a jakże – moralnym – i ze spokojem spoglądać w swoje odbicie w lustrze.
Pij, pij, będziesz łatwiejsza...

To ogólnie znana technika stosowana przez rzesze męskich „mucho” w niejednym klubie czy koktajl barze. W dużej mierze wynika z wysokiego libido i niskiej samooceny tychże myśliwych, ewentualnie dotychczasowe, nienajlepsze doświadczenia i bagaż bezowocnych polowań popychają ich do sięgania po tą niewyszukaną ( choć jednak dość skuteczną ) metodę. Bądźmy szczerzy – gdyby potencjalna ofiara takową stać się nie chciała, w dowolnym momencie mogłaby drinka odmówić... Co jednak wydaje mi się ważniejsze – aby dodać sobie animuszu myśliwy wpierwej sam musi poddać się „zbawiennemu” działaniu trzech „Long Island Ice Tea” poprawiając „Czarnym Ruskiem” dla smaku - i dopiero nastraja swój radar na bezbronną „zwierzynę”. Przyswojony alkohol ma jednak dość zdradliwy wpływ na niczego nie świadomego ( czasami odnoszę wrażenie, że jednak działającemu z pełną premedytacją ) samca – dramatycznie obniżają się standardy jakości zwierzyny dopuszczonej do polowania. Sytuację takową pięknie opisuje amerykańskie określenie: „coyoty ugly”, którego używa się w sytuacji przebudzenia u boku „łani” dalece odbiegającej wizualną aparycją od przeciętnej ( i to z pewnością nie w górę ). Nawiązuje to do zachowanie kojota, który złapany w sidła kłusownika, prędzej odgryzie sobie łapę w celu ucieczki, niż pozwoli na ostateczne pojmanie.

Sytuacja wydaje się być znacznie prostsza jeśli do baru przychodzimy z już wcześniej zapoznaną niewiastą. Schody zaczynają się kiedy musimy nawiązać kontakt z zupełnie nam obcą „krasawicą”. Uśmiechy i mrugnięcia okiem, dość bezpieczne dla atakującego ( w razie obscenicznego odrzucenia zalotów zawsze możemy udawać, że coś nam po prostu wpadło do oka, a uśmiech mamy głupio przyklejony do twarzy na stałe ), bywają mało skuteczne, jeśli nie zostaną wsparte dalszymi działaniami. Są jednak dobrym testerem przychylności wybranki dla ewentualnych dalszych manewrów. Jeśli odpowie nam uśmiechem, mrugnięciem oka lub przynajmniej nie wyleje nam sączonego właśnie drinka na głowę, wychodząc do toalety, możemy śmiało uznać pierwszy etap za pomyślnie zakończony.

Teraz trzeba kuć żelazo póki gorące. Czas na ALKOHOL! Najbezpieczniej, chociaż dość „lamersko” jest wykorzystać obecność w pobliżu barmana. „Dla tej pani, o tak wspaniale błyszczących oczach, jeszcze raz to samo co piła wcześniej. Oczywiście na mój rachunek. Acha! Proszę jej wspomnieć, że to ode mnie...” Rozsądnie myślący amator uciech w parach powinien w tym momencie dyskretnie wsunąć banknot barmanowi w dłoń. Zachęci to go do bardziej zaangażowanego udziału w naszym „spisku”. Brak „zachęty” może owocować różnymi skutkami ubocznymi, np. adorowaniem naszej wybranki przez niedocenionego barmana.

Uwaga! Barmani cieszą się sporym wzięciem wśród płci przeciwnej odwiedzającej lokale „gastronomiczne”. Lepiej zatem mieć ich po swojej stronie. ( mała podpowiedź dla dopiero rozpoczynających swoje barowe podboje – banknot 10 zł – barman umiarkowanie „doceniony”, 20 zł dostrzega w Tobie prawdziwego mężczyznę, godnego wsparcia w polowaniu, 50 zł – od tej chwili barman to Twój człowiek, 100 zł i więcej – uwaga! Barman może uznać, iż to on jest obiektem Twoich westchnień co, o ile nie gustuje on w osobnikach tej samej płci, nie zaskarbi Ci jego specjalnej sympatii ). Możemy pokusić się o odrobinę inwencji i zaproponować koktajl według własnego pomysłu. To brzmi całkiem intrygująco i daje dobry temat do rozpoczęcia rozmowy z obdarowywaną , kiedy barman serwując drinka według Twojego pomysłu, powie: „To wyjątkowa receptura stworzona przez tamtego pana specjalnie dla pani...” ( dobrze jeśli wcześniej przetestujesz jakość swojej miksologicznej kreatywności – dziwnie to będzie wyglądało gdy pierwszy łyk wyląduje na blacie baru, a twarz próbującej wykrzywi grymas obrzydzenia ).

Teraz, kiedy koktajl jest już w szczęśliwej fazie konsumpcji możemy przystąpić do kolejnego etapu. Panowie! Nie liczcie na to, że rozanielona białogłowa rzuci się sama w Wasze, szerokie niczym linia umocnień Maginota, ramiona i obdaruje setką gorących pocałunków. Ruch nadal leży po Waszej stronie. Dłuższa zabawa w stawianie kolejnych kolejek kolorowych koktajli doprowadzi do tego, że w końcu ktoś inny przyjdzie na gotowe i ruszy w tany z Waszą, konkretnie już „zaprawioną”, wybranką. Do dzieła zatem! Luzujemy krawat, odpinamy ostatni guzik pod szyją, dyskretnie sprawdzamy świeżość oddechu, inaugurujemy pierwszy z serii czarujących uśmiechów, i ruszamy przed siebie. Staramy się opanować drżenie rąk oraz nadać chwiejnemu krokowi więcej męskiej dziarskości.

Brzuch wciągnięty, klatka z przodu – nie na odwrót! Teraz nic już nie może popsuć nam wejścia. „Cześć! Często tu przychodzisz?”. Matko! A jednak... Pierwsze słowa, które skierujecie w stronę zagadywanej osoby, albo otworzą Wam furtkę do dalszej „konwersacji” albo pogrzebią Wasze szanse na wieki... Jak to mawiał Hipokrates: po pierwsze nie szkodzić! Nie strzelajcie sobie w stopę! Wysilcie się na odrobinę oryginalności, zaskoczcie rozmówczynię czymś niespodziewanym, zbijcie ją z tropu. Pokażcie, że nie jesteście kolejnym szarym człowieczkiem, który pragnie stanąć w konkury z tysiącem mu podobnych. Wy jesteście wyjątkowi. Darujcie sobie teksty, od których aż roi się w internecie: „Przepraszam, czy to bolało?” , „Ale co bolało?” , „Kiedy spadłaś Aniele na Ziemię”... ( no chyba najlepiej będzie jeśli zostawię to bez komentarza... ).

Była taka chwila kiedy całkiem sprawnie sprawdzały się zagrania w stylu, swego czasu kultowego bohatera Cartoon Network – Johnego Bravo: „Zapewne zastanawiasz się co taki przystojniak jak ja może chcieć od Ciebie?” czy „Tak, rzeczywiście jestem wyjątkowy. Ale dość już o mnie, porozmawiajmy o Tobie. Jak Ci się podobam?”. Na dzień dzisiejszy ogłaszam – ta technika jest już spalona. Można by tak mnożyć kolejne niewłaściwe zachowania „otwarcia” znajomości, rzecz polega jednak na tym aby odnaleźć to skuteczne i właściwe...

Jeśli ktokolwiek liczył, że podam tu gotowe rozwiązanie czy pomysł na skuteczne zagajenie będzie niemiłosiernie rozczarowany. Nic z tego! Taka lekcja kosztuje, w końcu sam poniosłem niemałe koszta ucząc się na swoich i znajomych błędach – o niejednokrotnym ośmieszeniu się nie wspominając! Jacyś nieśmiali, niespełnieni w związku, chcący lecz nie wiedzący jak zacząć? Potrzebujecie pomocy w nawiązaniu relacji? Zgłaszajcie się choćby i tuzinami! Piszcie na adres redakcji, w temacie „Podryw”. Odwagi Panowie! Nie jesteście sami;)


Marcin Frejer, założyciel Akademii Sztuki Barmańskiej Bar Concept



 
Newsletter miksuj.pl

Chmura tagów, czyli najpopularniejsze tematy miksowni
Kalendarium niusów
Najczęściej czytane

Ludzie na szczycie!
1. putin85 (1880) (87 )
2. ?aaa;) DaruśŚśka;*? (1840) (702 )
3. iw. (1420) (315 )
4. offspear (1000) (396 )
5. medea (400) (396 )
6. @g@ (340) (333 )
7. Lady Beat (300) (343 )
8. madzialotek (300) (138 )
9. gadzia (260) (119 )
10. pola8910 (240) (229 )


Copy 2010 miksuj.pl
 
powered by mobilemind.pl